Odnajdywanie pamięci – ppor. Henryk Jabłoński

„Pierwszy idzie pluton podporucznika Bilińskiego. „Mur” podchorążego Kudrewicza na czele, czołgi samego podporucznika Bilińskiego i podporucznika Jabłońskiego za nim jako ubezpieczenie. […]. Trzeci czołg – „Miecz” – podporucznika Jabłońskiego pali się. […] „Z czołgu! – krzyczy podporucznik Jabłoński. Kierowca Dutko zdążył wbić tylny bieg, zanim pocisk trafił w czołg. Jeden silnik zgasł, ale drugi pracował dalej. Olej, który wytrysnął z odpowietrzników, oblał załogę, która wyskakuje. Kierowca Dutko i jego zastępca Bogacz, nie mogąc się wydostać przez klapę kierowcy, dokonują wyczynu, który może ocenić tylko ten, kto zna wnętrze szermana: wcisnęli się przez otwór do wieży i przez kosz osłaniający działo i wieżyczkę dowódcy wyskakują na zewnątrz. Co może obawa śmierci!”

Zdjęcie udostepniamy za zgodą Pani Katarzyny Kulpińskiej.

Poszukiwanie grobów bliskich to coś więcej niż tylko rodzinne wspomnienie. To także przywracanie pamięci o tych, którzy odeszli daleko od swojej ojczyzny. Wśród wielu Polaków, którzy po II wojnie światowej nie mogli wrócić do kraju, są tacy, których los zaprowadził do Wielkiej Brytanii, do miejsc, gdzie tworzyli nowe życie, pracowali, spotykali się w polskich parafiach i ostatecznie znaleźli swój spokój.

Taką historię ma między innymi Henryk Jabłoński, pochodzący z Kolbuszowej. Był najmłodszym z siedmiorga rodzeństwa. Trafił do Wielkiej Brytanii z Armią Andersa. Po wojnie osiedlił się w Leeds, gdzie poznał swoją żonę Krystynę. Byli bezdzietnym, ale bardzo zżytym małżeństwem. Ich dom był pełen serdeczności i wspomnień z Polski. Choć Henryk przez wiele lat pracował w fabryce, zawsze utrzymywał kontakt z polską społecznością. Uczestniczył w niedzielnych Mszach i spotkaniach w kawiarence przy polskiej parafii.

Na emeryturze państwo Jabłońscy wrócili do Polski, jednak po kilku latach zdecydowali się zamieszkać w Penrhos Polish Village w Walii. To miejsce stało się domem dla wielu starszych Polaków na emigracji. Tam spędzili swoje ostatnie lata. Henryk zmarł w 2014 roku, a jego żona Krystyna w 2019. Oboje spoczywają na spokojnym, zadbanym cmentarzu  Pwhlleli w Wali.

Pani Katarzyna, wspomina:
„Byłam na ich pogrzebach, ale dopiero teraz, po latach, naprawdę zobaczyłam, jak piękne to miejsce. Cmentarz jest położony z dala od zgiełku, wśród natury. Wspaniałe miejsce spoczynku. Cieszę się, że udało się odnaleźć ich grób.”

Zdjęcie udostepniamy za zgodą Pani Katarzyny Kulpińskiej.

Losy ppor. Henryka Jabłońskiego, żołnierza 6 Pułku Pancernego „Dzieci Lwowskich” z 2 Korpusu Polskiego (Armia Andersa), nierozerwalnie łączą się z dramatem bitwy o Monte Cassino, co uwiecznił Melchior Wańkowicz w swoim reportażu, opisując heroizm i straty polskich pancerniaków. Jabłoński, dowodzący czołgiem „Miecz”, w trakcie natarcia na kluczowe pozycje niemieckie pod M. Cassino, w szyku ubezpieczającym czołg ppor. Bilińskiego, doświadczył zniszczenia swojej maszyny. Jego czołg został trafiony pociskiem, zapalił się, a załoga musiała w panice ewakuować się w ekstremalnych warunkach – kierowca Dutko i zastępca Bogacz, oblani olejem, dokonali nadludzkiego wyczynu, wydostając się przez ciasny otwór do wieży i kosz działa, co jest świadectwem desperacji i odwagi żołnierzy w obliczu śmierci, która dotknęła też innych członków załóg, jak kierowca Kulikowski z czołgu „Mściciel”. Za udział w tych walkach Jabłoński został odznaczony Krzyżem Pamiątkowym Monte Cassino

Na końcu prezentujemy zdjęcia dzięki uprzejmości najbliższej rodziny państwa Jabłońskich.

 

Przybliżona lokalizacja grobu: